Archiwum kategorii 'A może być tak pięknie...'

Kampania z dystansu

8 lipca 2010

Kampania prezydencka nie była zbyt ciekawa. Od początku mieliśmy dwóch zdecydowanych faworytów i tylko kwestią frekwencji w drugiej turze było który z nich zwycięży. Uważam, że zupełnie nie miał znaczenia program wyborczy kandydatów. Jedyne co mnie jak zwykle niemile zaskoczyło to wyraźne poparcie olbrzymiej większości duchowieństwa dla PiSuaru i Kaczyńskiego. Cieszy mnie, że nawet tam znalazły się wyjątki, jak chociażby ksiądz Kazimierz Sowa. Dlatego odsyłam do zapisu rozmowy z księdzem przeprowadzonej przez Monikę Olejnik.
http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/ks.-Kazimierz-Sowa2
“Gościem Radia ZET jest ks. Kazimierz Sowa.

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Kazimierz Sowa, ksiądz Kazimierz Sowa, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Kazimierz Sowa: Dzień dobry, witam.

Monika Olejnik: Polska jest podzielona czy nie podzielona?

Kazimierz Sowa: Wybory pokazują, że zawsze jest podzielona, no to jest pytanie oczywiście ci, których kandydat nie został wybrany na taki czy inny urząd mogą się trochę czuć zawiedzeni, mają do tego prawo, więc w pewnym sensie tak, ale nie tragizowałbym tutaj, że jakoś bardziej niż kiedykolwiek.

Monika Olejnik: A jak się zachował Kościół w czasie tej kampanii wyborczej według księdza?

Kazimierz Sowa: Myślę, że ta kampania nie należy do szczególnie przyjemnych doświadczeń Kościoła. I sądzę, mam taką nadzieję, że wielu księży zdało sobie sprawę, może nawet już przed wczorajszą niedzielę i uderzyło się w piersi, ponieważ mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której wobec tych dwóch kandydatów zupełnie myślę, że świadomie jednak porozkładano fałszywie akcenty, to znaczy uczyniono z Komorowskiego…

Monika Olejnik: Szatana.

Kazimierz Sowa: O, jeden z księży w diecezji lubelskiej, nie wiem, co na to ksiądz arcybiskup Życiński, nazwał go w ogóle szatanem, czy były też przypadki odmawiające mu pewnego prawa do tego żeby mówił o sobie, że jest katolikiem. Fałszowano w ogóle życiorys Komorowskiego, poddawano w wątpliwość fakt, że był człowiekiem, który przez kilka lat uczył historii w seminarium, a najbardziej kuriozalny zarzut, jaki był, to jeśli jest takim katolikiem mającym piątkę dzieci czemu nie zapisał się do stowarzyszenia rodzin „Trzy plus”. No przepraszam bardzo, a to przymnożyłoby mu jakoś…

Monika Olejnik: Przepraszam, a co to jest za stowarzyszenie „Trzy plus”?

Kazimierz Sowa: To jest stowarzyszenie rodzin wielodzietnych, które posiadają trójkę, więcej dzieci, więc to był jeden z takich z prasy katolickiej, więc tutaj przyznam szczerze, że tej ostrości w widzeniu różnych drzazg w oku pana Komorowskiego nie było po drugiej stronie.

Monika Olejnik: Ale pięć lat temu nie było takiego mocnego zaangażowania Kościoła.

Kazimierz Sowa: Wczoraj rozmawiałem, rozmawialiśmy z kilkoma osobami, między innymi z żoną pana ministra Sikorskiego, bo ja postawiłem taką tezę, że Komorowski startuje, obecnie obejmując urząd prezydenta bez tego bagażu poparcia Kościoła. Właściwie jest pierwszym od czasu Lecha Wałęsy prezydentem, który został wybrany nie tylko bez poparcia Kościoła, ale także w pewnym sensie wbrew akcji, którą robiło wielu proboszczów, a także wielu biskupów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i to mu oczywiście daje szanse na zupełnie trochę inne postawienie spraw związanych z relacjami państwo – Kościół. No nie będzie miał po prostu tego bagażu, że komuś coś zawdzięcza. Tu ewidentnie Kościołowi prezydentury nie zawdzięcza.

Monika Olejnik: Mocno był zaangażowany, jak zwykle dyrektor Radia Maryja, „Nasz Dziennik” był mocno zaangażowany w kampanię wyborczą Jarosława Kaczyńskiego.

Kazimierz Sowa: O, w ogóle media katolickie jednak w dużej mierze zaangażowały się po stronie Jarosława Kaczyńskiego i tak, jak mówię, tutaj te akcenty były trochę tak powiedziałbym niesprawiedliwie rozkładane. Oczywiście trzeba też widzieć, że na przykład Katolicka Agencja Informacyjna zrobiła wywiad z Komorowskim, że ukazały się też wywiady i z Kaczyńskim i z Komorowskim w niektórych tygodnikach katolickich, ale generalnie, jeśli mówimy o segmencie mediów ojca dyrektora, no to tam była jazda bez trzymanki, jak mówi młodzież.

Monika Olejnik: Tak, jazda bez trzymanki, tam głównie pisano o katastrofie smoleńskiej, zresztą zaangażowanie…

Kazimierz Sowa: Zarzucano to nawet, nawiasem mówiąc, Komorowskiemu, tak jakby był jednym – nie wiem – ze sprawców, z ludzi odpowiedzialnych.

Monika Olejnik: No zresztą głos Kościoła w sprawie katastrofy smoleńskiej niektórych z księży był no, dosyć zdumiewający, w każdym razie szukano winnych, że winnym jest Donald Tusk, tej całej tragedii.

Kazimierz Sowa: Tak i wydaje mi się, że też część homilii, która była wygłaszana podczas tych uroczystości pogrzebowych, żałobnych po katastrofie przybrała w ogóle taką formułę języka religijnego, właściwie zarezerwowanego dla męczenników, którzy dają swoje życie za wiarę, czyli oddają swoje życie jakby w obronie najważniejszych wartości religijnych, Pana Boga, co nawiasem mówiąc nawet ma pewne odbicie także i w polityce, bo na przykład wczoraj Jarosław Kaczyński mówił o tych, którzy ponieśli śmierć męczeńską. No przepraszam bardzo, ja szanuję i wszystkie ofiary, cała ta sytuacja z katastrofą w Smoleński jest i będzie bardzo poważnym, traumatycznym przeżyciem dla całego pewnie współczesnego pokolenia Polaków, no ale jednak to była katastrofa, to był wypadek, a to nie była – tutaj nie można mówić o męczeństwie tych ludzi. Więc troszeczkę tutaj Kościół też zachwiał pewne proporcje w ocenianiu niektórych zjawisk, czy też w używaniu niektórych określeń i to się potem przeniosło na życie polityczne. Wydawało mi się, że to jakoś w maju troszkę się wyciszyło, a wróciło właśnie w ostatnich dniach, kiedy nagle okazało się, że będziemy mieli do czynienia z dosyć takim aktywnym zaangażowaniem Kościoła.

Monika Olejnik: Ale dlaczego tak Kościołowi zależało na Jarosławie Kaczyńskim a nie na Bronisławie Komorowskim jak to zrozumieć.

Kazimierz Sowa: Nie wiem, szczerze mówiąc. Rozmawiałem z kilkoma księżmi, którzy, nawet z jednym z kolegów, który był w komitecie tym krakowskim poparcia i on stwierdził, że taka jest jego potrzeba i przekonały go argumenty, że to będzie dobra prezydentura, ale absolutnie spotykamy się raz na tydzień, w niedzielę, gdzieś tam nawet przy ołtarzu i nie miało to jakiegoś większego, większych konsekwencji. Natomiast dlaczego tak się część księży zaangażowała? No jest w Kościele, w części Kościoła oczywiście takie przekonanie, że Jarosław Kaczyński jest nie wiem, jakimś takim depozytariuszem i z jednej strony pamięci swojego brata, no to jest uprawnione, ale też jakiegoś takiego mitycznego polityczno-eklezjalnego św. Grala i być może bali się, że ktoś inny tych wartości nie będzie chronił.
A tymczasem prezydent jest też od innych rzeczy, więc ja wolałbym żeby takie rzeczy zostawić tam, gdzie one powinny być.

Monika Olejnik: A czy według księdza krzyż, który stoi przed pałacem prezydenckim powinien tam zostać, czy powinien być przeniesiony.

Kazimierz Sowa: Trudna sprawa, w polskiej tradycji krzyże stawia się przy drogach, w miejscach, gdzie doszło do tragicznych zdarzeń i to myślę, że akurat tego miejsca, to miejsce akurat z tym nie jest związane. Wydaje mi się, że na pewno będzie, tak sądzę, choć mówię to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność, ale w kaplicy, która jest przecież w pałacu prezydenckim powinno być jakieś miejsce, które upamiętniałoby tragicznie zmarłe ofiary tej katastrofy. Sam krzyż przy Krakowskim Przedmieściu nie jest dobrym pomysłem, tak sądzę. Ja byłem w ogóle zaskoczony, kiedyś, kilka tygodni temu zobaczyłem, nie wiedziałem, że on po prostu stoi od tego czasu i, że jest tak powiedziałbym dosyć solidnie zamontowany, podobnie jak zresztą byłem zaskoczony jakąś kapliczką taką na peronie we Włoszczowej, czy w kilku innych miejscach, no ludzie potrzebują czasem niektórych znaków, ale nie można też tych znaków czynić w taki sposób, który no wydaje mi się trochę przesadą.

Monika Olejnik: Powiedział ks. Kazimierz Sowa, czy ksiądz nie żałuje, że ksiądz publicznie powiedział na kogo będzie głosował?

Kazimierz Sowa: No tak, mogłem powiedzieć, że będę głosował na pana K. wtedy pogodziłbym obu kandydatów, a jeszcze wtedy mogłem też powiedzieć, że będę głosował na pana z wąsem, bo też było dwóch co najmniej z wąsem. Nie, ale żarty żartami, nie, nie żałuję, może inaczej czy żałuję czy nie żałuję – to było też trochę w afekcie w stosunku do tych deklaracji, które padały właśnie z tych komitetów wyborczych i to akurat po tym tekście, natomiast nie, no wydaje mi się, że byłem dosyć przekonany do tej kandydatury, więc nie uważam żebym tutaj, nie agitowałem tym samym, takim wyznaniem. Okay, no powiedziałem.

Monika Olejnik: Powiedziałem, że głosowałem na… no to już trzeba dokończyć.

Kazimierz Sowa: No, że głosowałem na pana Komorowskiego.

Monika Olejnik: Powiedział ksiądz Kazimierz Sowa, to był gość Radia ZET, a teraz zapraszamy dalej.”

Wybór dokonany

30 maja 2010

Trwa zupełnie Polsce niepotrzebna kampania wyborcza. Najpierw tragedia smoleńska, później tragiczna powódź. Powodzianom trzeba pomagać a nie kampanię organizować! Polacy i tak już wiedzą na kogo oddadzą swój głos. Problem tylko w tym żeby w ogóle chciało im się ten głos oddać. Dlatego wszelkie sondaże wyborcze w Polsce są tak mało wiarygodne. W sondażach ludzie mówią na kogo zagłosują tylko później do urn nie idą. To tak jak z naszym katolicyzmem - 90% deklaruje się jako osoby wierzące a do kościołów chodzi tylko 40%. Wzorem Kaczyńskiego ja też apeluję o pojednanie polsko-polskie. Jego pierwszym elementem powinna być rezygnacja z kampanii wyborczej wszystkich kandydatów. Zaoszczędzone pieniądze powinny zostać przekazane powodzianom. Wiem, wiem… To marzenie utopijne. Każdemu wolno marzyć! Bardziej realną propozycję kieruję do wszystkich Polaków. Wybierajmy już w pierwszej turze z grona dwóch głównych kandydatów. W ten sposób już pierwsza tura zadecyduje o tym kto zostanie przyszłym prezydentem. Bądźmy mądrzejsi od polityków i zaoszczędźmy olbrzymie pieniądze dla Polski, dla powodzian. Głos oddany na tzw. plankton będzie niestety głosem straconym. Tym razem nie namawiam do oddania głosu na konkretnego kandydata lecz na jednego z dwóch kandydatów. Ja jestem przekonany, że zwycięży Komorowski.

Szlachetne zdrowie

2 grudnia 2007

Dzisiaj coś na temat systemu opieki zdrowotnej w Polsce, bo trochę się na tym znam. Na pytanie jaki system obowiązuje w Polsce prawie wszyscy Polacy odpowiedzieliby to samo - zły. A czy można to zmienić? Ależ oczywiście, ale pod warunkiem, że nasi wspaniali posłowie, senatorowie, ministrowie itd… przestaną odkrywać dawno już odkrytą Amerykę i wezmą się za prawdziwe zmiany, a nie tylko tzw. leczenie paliatywne służby zdrowia. Pierwszy i to podstawowy warunek reform w służbie zdrowia to likwidacja znienawidzonego przez wszystkich, zarówno pacjentów jak i pracowników służby zdrowia Narodowego Funduszu Zdrowia. Co w zamian? Nic nowego. Mamy w Polsce Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ja wiem, że w tym momencie wkładam przysłowiowy kij w mrowisko, ale robię to w pełni świadomie. Wystarczy zmienić nazwę na Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Zdrowotnych ( ZUSiZ - nawet ładnie to brzmi ), zatrudnić tam prawdziwych fachowców, dokonać radykalnych zmian na stanowiskach kierowniczych, spowodować zupełnie inne nastawienie do klienta czyli pacjenta i służby zdrowia. Wcale nie twierdzę, że to łatwe, ale jaki jest sens tworzyć nowe instytucje kiedy w Polsce są już takie, które mogłyby tym się zajmować. Następna niezwykle istotna sprawa - przepływ pieniędzy od pacjenta do wykonawcy usług medycznych. W pierwotnym założeniu pieniądze miały iść za pacjentem, ale nigdy do tego nie doszło. Czas najwyższy to zmienić. Wystarczy każdemu Polakowi utworzyć w ZUSiZ odrębne konto zdrowotne. Wszyscy płacimy już teraz ubezpieczenie zdrowotne ale nikt nie wie co tak naprawdę dzieje się z tymi pieniędzmi. Tylko niewielka grupa Polaków ma świadomość, że z ich comiesięcznej składki w wysokości około 200-300 zł tylko kilka złotych trafia do Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Reszta zostaje w NFZ. Młody, zdrowy Polak, który często przez lata nie wymaga pomocy medycznej płaci co miesiąc sporo pieniędzy. Kiedy w końcu poważnie zachoruje, okazuje się, że naszego kochanego państwa nie stać na jego leczenie. Ja rozumiem pojęcie solidarności społecznej, ale czy nie można tego odrobinę zmodyfikować? Wystarczyłoby dzielić środki pieniężne wpłacane przez każdego obywatela na dwie części, w proporcjach na przykład po 50%. Jedną część otrzymywałby ZUSiZ i przekazywał zakładom służby zdrowia celem zabezpieczenia usług medycznych. Druga część byłaby odprowadzana bezpośrednio na konto osoby ubezpieczonej. Każdy posiadałby specjalną kartę ubezpieczenia zdrowotnego, która byłaby równocześnie kartą płatniczą za usługi medyczne. W każdej jednostce służby zdrowia znajdowałyby się urządzenia służące do obciążenia konta pacjenta odpowiednią kwotą za wykonaną usługę. W ten sposób każdy byłby dysponentem własnych środków pieniężnych i miałby w końcu świadomość jakie są rzeczywiste koszty leczenia. Oczywiście byłaby także możliwość przekazywania środków pieniężnych komuś z rodziny lub bliskiej osobie. Byłoby to po prostu moje konto i moje pieniądze, które mógłbym wykorzystać zupełnie dowolnie ale tylko na usługi medyczne. Olbrzymim problemem służby zdrowia jest zmiana mentalności większości Polaków, którym zwłaszcza media wmówiły, że im się wszystko należy. Ludzie, socjalizm to myśmy już mieli. Powrotu do niego nie ma. Jesteśmy krajem biednym, a usługi medyczne chcemy mieć za grosze ale na poziomie światowym. Jedno przeczy drugiemu. Dopóki nie nauczymy się szanować swojego zdrowia, dbać o profilaktykę oraz nie szukać fachowej pomocy medycznej w zupełnie banalnych przypadkach, nie wymagających kontaktu z lekarzem, nie oczekujmy poprawy jakości usług medycznych. Sporym problemem w Polsce są druki ZLA wystawiane przez lekarzy osobom niezdolnym do pracy z powodu choroby. Ich wystawianie powinno zostać znacznie ograniczone. To sami pracownicy w porozumieniu z pracodawcą powinni decydować czy w danym dniu są zdolni do pracy. Zdarzają sie przecież np. banalne przeziębienia, które nie wymagają wizyty u lekarza, ale wymagają kilku dni spędzonych w domu. W takim przypadku pracownik powinien tylko powiadomić pracodawcę o chorobie i swojej nieobecności. Pracodawca płaciłby pracownikowi za te dni np. 80% wynagrodzenia, a pracownik mógłby w ten sposób “przechorować” np. 35 dni w roku. Tylko w przypadku dłuższej nieobecności w pracy wymagane byłoby zaświadczenie od lekarza na druku ZLA.
Zdaję sobie sprawę, że są to tylko pomysły, które wymagają szczegółowego opracowania przez prawdziwych fachowców ale mam nadzieję, że trafią one do właściwych ludzi i ich zainteresują.

Konstytucja

2 grudnia 2007

Przyglądając się obecnym zgrzytom na linii prezydent-premier dochodzę do wniosku, że w Polsce konieczna stała się zmiana Konstytucji. Najgorsze co może być to dwuwładza. Niestety, na dzień dzisiejszy ona istnieje. Aby zmienić Konstytucję konieczna jest rzecz prozaiczna ale jakże trudna - porozumienie ponad podziałami. Oto moje propozycje.
Wzorce mamy dwa. Pierwszy to system prezydencki w USA, zmodyfikowany dla potrzeb naszego państwa. Wszyscy wybieramy Sejm i Senat, ale zdecydowanie ograniczamy liczbę posłów i senatorów. Nie może być tak, że na dziesięciokrotnie mniejszy naród niż w USA mamy prawie tyle samo posłów i senatorów. Jeżeli chodzi o Senat to proponuję po dwóch senatorów z każdego województwa czyli łącznie 32 senatorów. W Sejmie natomiast mogłyby obowiązywać proporcje związane z liczbą mieszkańców danego województwa. Proponuję jednego posła na 250000 mieszkańców danego województwa ( na dzień dzisiejszy mielibyśmy około 153 posłów ). Marszałek Senatu czyli tzw. izby wyższej parlamentu pełniłby równocześnie obowiązki wiceprezydenta. A teraz najważniejsze - prezydent. Wybierany na czteroletnią kadencję, w wyborach bezpośrednich byłby równocześnie szefem Rządu. Oczywiście powołany przez niego gabinet musiałby zostać zaakceptowany przez Parlament. W ten sposób władzę ustawodawczą sprawowałby Sejm i Senat, a władzę wykonawczą Prezydent. To pomysł rodem z USA.
Można jeszcze wziąć pod uwagę system brytyjski ale bez monarchii. Byłby to system oparty na Parlamencie ( Sejm i Senat ) jako władzy ustawodawczej oraz powoływanym przez Parlament ze zwycięskiej partii politycznej, premierze. Ilość posłów i senatorów byłaby taka sama jak w poprzednim systemie. Wydaje się, że w Polsce lepszy byłby system amerykański bo więcej zależałoby od Narodu - zarówno wybory do parlamentu jak i wybory prezydenckie byłyby bezpośrednie. Korzyść ze zmiany Konstytucji byłaby ogromna. Z jednej strony uniknięcie dwuwładzy, a z drugiej olbrzymie oszczędności finansowe. Pozostaje jeszcze tylko kwestia wyborów parlamentarnych. Moim zdaniem do Parlamentu powinni wejść przedstawiciele tylko dwóch zwycięskich partii politycznych oraz najlepsi spośród kandydatów niezależnych. Dzięki temu unikniemy tego ciągłego chaosu politycznego, a z czasem wyklarują się dwie mocne partie ( jak w USA Republikanie i Demokraci , a w WB Konserwatyści i Partia Pracy ).
Zachęcam wszystkich czytelników do komentowania i polemiki. Konstruktywna krytyka i polemika zawsze prowadzą do zmian na lepsze. Apeluję do polityków. Zmieńmy Konstytucję. Nieistotne kto teraz jest prezydentem i kto może nim być w przyszłości. Ważne, aby Polską rządził jeden, silny prezydent lub premier.
Panie Prezydencie! Może Pan się zapisać złotymi literami jako prezydent, który przyczynił się do rewolucyjnych zmian ustrojowych w Polsce. Za to będzie Pan zawsze szanowany i podziwiany. Mam nadzieję, że nie chce Pan przejść do historii jako prezydent słaby, nie znający nawet swoich kompetencji i powołujący na stanowisko Premiera swego brata bliźniaka. Na dzień dzisiejszy nie uważam Pana za swojego Prezydenta. Mam nadzieję, że swoimi dalszymi czynami spowoduje Pan zmianę mojego nastawienia do Pana.
Panie Premierze! Głosowałem na Pana, dałem Panu mandat olbrzymiego zaufania. Zapewne marzy się Panu przyszła prezydentura. Proszę Pana, aby Pan na razie o tym nie myślał, aby Pan nigdy nie hołdował hasłu, że raz zdobytej władzy się nie oddaje. Bo tak naprawdę dla przeciętnego obywatela nie jest istotne kto rządzi ale jak rządzi. Bo rządzić trzeba tak, aby nam wszystkim żyło się coraz lepiej. Pragnę Pana zachęcić do przeprowadzenia w Polsce rewolucyjnych zmian ustrojowych. Aby to osiągnąć musi Pan w tej sprawie działać wspólnie z Prezydentem oraz najmocniejszymi ugrupowaniami politycznymi. Wiem, że jest to bardzo trudne, ale też sprawa jest wagi najwyższej. Może Pan przysłużyć się Polsce jak rzadko który z polityków w naszej historii. Życzę Panu odwagi i konsekwencji w działaniu.

P.S.
Jeszcze kwestia samej treści i zawartości nowej Konstytucji. Nie jest dziełem przypadku, że na palcach jednej ręki można policzyć Polaków, którzy znają na pamięć całą, obecną Konstytucję. W Stanach Zjednoczonych treść Konstytucji znają praktycznie wszyscy Amerykanie. Bo Konstytucja powinna zawierać tylko najważniejsze, niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania państwa elementy. Uszczegółowienie natomiast powinny stanowić wszelkiego rodzaju ustawy, rozporządzenia i przepisy.