Archiwum z miesiąca: styczeń, 2010

Brak słów…

31 stycznia 2010

Brak słów na głupotę urzędników kancelarii prezydenta lub też (bez obrazy) jego samego! Jak można było zapraszać kadrę naszych piłkarzy ręcznych po wejściu do półfinału mistrzostw Europy? Czegoś takiego nie robi się nigdy! Trzeba być całkowitym dyletantem jeżeli chodzi o znajomość sportu oraz zasad wspierania i motywowania sportowców. Jestem pewien, że ta decyzja Kaczyńskiego lub jego świty miała olbrzymie znaczenie dla słabszej postawy piłkarzy w półfinale i meczu o trzecie miejsce. I co teraz? Czego Kaczyński będzie im gratulował w trakcie przyjęcia w pałacu prezydenckim? Honorowej przegranej? Jak znam tych sportowców twardzieli to większość ich albo i wszyscy z trenerem na czele taką audiencję po porażce będzie mieć głęboko w d***e. Ale tu dopiero widać wpływ doradców od wizerunku prezydenta i chęć przypodobania się wyborcom za wszelką cenę. Marzyło się pokazać z dobrej strony wykorzystując popularność naszych dzielnych piłkarzy? Nic z tego. I znowu przyjdzie przełknąć gorzką pigułkę przez dennych doradców. Jak pech to pech, panie prezydencie

Co zrobi Kaczor?

30 stycznia 2010

Ależ Kaczor ma dylemat! Mam na myśli oczywiście prezesika bo prezydencik i tak zrobi co mu brat rozkaże. Zamknął się biedak z własnymi myślami oraz kotami i próbuje znaleźć wyjście z tego ślepego zaułka, w który wpakował go ten przebiegły lisek Tus(e)k. Co tu robić, co tu robić…? Załóżmy, że w wyborach startuje jednak Kaczyński. PO wystawia swojego kandydata, takiego z drugiej linii, rezerwowego. I taki kandydat wygrywa z Kaczorem. Dla PiSuaru byłaby to tragedia i klęska totalna. To oznaczałoby koniec PiSuaru i prawdopodobnie politycznej kariery bliźniaków. Jeżeli jednak Kaczorowi po ciężkiej walce udałoby się wygrać to Platforma zaraz zbagatelizowałaby to zwycięstwo i przekonała społeczeństwo, że zupełnie nie przywiązuje roli do stanowiska prezydenta. PiSuar oczywiście odtrąbiłby wszem i wobec wielkie zwycięstwo wielkiego męża stanu ale każdy logicznie myślący Polak potraktowałby to z przymrużeniem oka. Bo jakaż to satysfakcja wygrać z kimś znacznie słabszym. Możliwy jest jeszcze jeden scenariusz. Obecny prezydent np. ze względu na stan zdrowia nie decyduje się na start w wyborach. PiSuar wystawia tak jak Platforma kogoś z drugiej linii. I tutaj może być różnie. Szanse mogą być w miarę wyrównane i zwyciężyć może każdy. Tylko w takim wypadku całkowicie przegranymi będą Kaczory. Nie wierzę, że człowiek wytypowany przez nich i zwyciężający w wyborach wytrzyma długo na kaczorzej smyczy. I oto właśnie chodzi. I to właśnie zrozumiał prezes Kaczyński. Myśl, myśl Kaczorku bo myślenie ma przyszłość…

Majstersztyk Tuska i PO

29 stycznia 2010

Od momentu dojścia do władzy PO cały PiSuar nastawił się na próbę odzyskania pełnej władzy w Polsce, poprawę wizerunku prezydenta, ślepą krytykę wszystkich decyzji nowego Rządu i wmawianie społeczeństwu, że cała kadencja Tuska to tylko jego kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi. O tym, że były to totalne bzdury byłem przekonany od dawna ale pewnie część społeczeństwa przyklaskiwała PiSuarowi. I oto wczoraj wszystko to runęło jak domek z kart. Tusk nie będzie kandydował na prezydenta! Urzędujący prezydent skomentował to bardzo kurtuazyjnie, gdyż pewnie jeszcze nie zdążył się skontaktować z braciszkiem. A braciszek? No właśnie… Zawsze go krytykowałem ale okazało się, że jednak w całym PiSuarze chyba on jeden dostrzegł co tak naprawdę wydarzyło się w dniu wczorajszym. On teraz cicho siedzi i myśli, planując zupełnie nową strategię. Nasuwa mi się porównanie dwóch bokserów. Bokser Kaczyński od początku swojej prezydentury przygotowywał się, tracąc mnóstwo czasu i energii do walki z bokserem Tuskiem. Teraz okazało się, że jego przeciwnikiem będzie ktoś zupełnie inny. Czasu do walki zostało niewiele, a przeciwnik ciągle nieznany. I jak tu opracować strategię walki? Gdzie szukać mocnych haków na przeciwnika? Kogo krytykować i ośmieszać w oczach wyborców? Ależ perfidny ten Tusk! Kaczyńskiemu pozostaje tylko walka z cieniem. A jego menadżer braciszek chyba wpadł w panikę. Przecież porażka w tych wyborach oznacza koniec PiSuaru w obecnym wydaniu. Tego buntu ze strony zawiedzionych partyjniaków PiSuar nie przetrwa. Albo pozostanie na okręcie wyłącznie kapitan Kaczor z garstką wiernych przydupników albo nawet on zostanie zmieciony przez masę niezadowolonych i zawiedzionych kolejną porażką. Ale to już inna bajka i nie moje zmartwienie lecz moja radość. Oby mój scenariusz się spełnił, czego życzę sobie i wszystkim Polakom.
P.S.
Z litości podpowiem Kaczorom kogo chętnie widziałbym jako przyszłego Prezydenta RP. Wymienię kilku kandydatów na których mógłbym oddać swój głos - Leszek Balcerowicz, Jan Krzysztof Bielecki, Bronisław Komorowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski. Każdy z nich to “bokser polityczny” o nieporównywalnie większych umiejętnościach niż obecny prezydent i bez wątpienia wygra walkę o prezydenturę w sposób bezapelacyjny.

Platformo - obudź się

12 stycznia 2010

Witam wszystkich czytelników po kilku miesiącach przerwy. Powracam do bloga, aby nie pozwolić powrócić PiSuarowi do władzy. Stało się niestety to, co podejrzewałem już dawno. Platforma całkowicie zaniedbała reformy w opiece zdrowotnej. To właśnie teraz się mści. Notowania Platformy zdecydowanie uległy obniżeniu. Całe szczęście, że nie przełożyło się to na duży wzrost notowań PiSuaru ale być może jest to ostatnie, poważne ostrzeżenie. Jeżeli obojętnie jaka, opcja polityczna w przeciągu kilku miesięcy od objęcia władzy nie przeprowadzi prawdziwej, rewolucyjnej wprost reformy opieki zdrowotnej to później już tego nie uczyni. Dlaczego? To proste. Musi to być reforma na miarę reformy Balcerowicza. Wielu Polakom nie będzie się podobała, bo w końcu trzeba powiedzieć otwarcie społeczeństwu, że na bezpłatną, zgodnie z Konstytucją opiekę zdrowotną tak biednego państwa jak Polska nie stać. I nie ma się czego wstydzić. Dużo, dużo bogatszych od nas też nie stać. Czy znajdzie się w końcu odważny, wpływowy, charyzmatyczny polityk który powie to wprost? Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że będzie to szef Platformy. A dlatego Platformy, bo według mnie Polska jest obecnie skazana na jej rządy. Obecnie brak w Polsce innej siły politycznej, która mogłaby przejąć władzę. PiSuar to nadal znienawidzona przez większość Polaków wodzowska partia nawiedzonych, pewnych siebie bliźniaków i ich zaufanych przydupników. Jeżeli oni nie oddadzą władzy w partii innym, młodym, rzutkim, pomysłowym, sympatycznym i posługującym się językiem życzliwości i miłości do ludzi to nie mają najmniejszych szans w kolejnych wyborach. Ale tak się nie stanie bo oni tej władzy nie oddadzą, gdyż według nich PiSuar bez nich nie byłby już PiSuarem. I w ten sposób PiSuar ze swoimi wodzami zbliża się ku przepaści i w końcu ( mam nadzieję, że szybko ) runie, pozostawiając po sobie tylko złe wspomnienia. Zwracam jednak uwagę, że na razie jeszcze żyje i w przypadku Jaśnie Najmniejszego Prezydenta przyjął nawet całkiem dobrą taktykę. Ktoś wpadł w końcu na genialny w swoje prostocie pomysł - im mniej prezydenta tym lepiej. I już notowania poszły w górę. Mam tylko takie jedno pytanie. Czy Polsce potrzebny jest niewidzialny prezydent? To już chyba lepiej i taniej byłoby jakby go nie było…