Drodzy Czytelnicy
Muszę przyznać się do jednej rzeczy. Jestem lekarzem. Tak, od dwudziestu lat uprawiam ten najpiękniejszy na świecie i najbardziej upodlony w Polsce zawód. Przez te dwadzieścia lat trwa dyskusja nad reformą w służbie zdrowia. Trwa i pewnie jeszcze długo trwać będzie. A wszystko jest jak było – pacjenci niezadowoleni i zarobki niskie. Polska to kraj paradoksów. Bliźniaki u władzy, prawica w opozycji do prawicy, radio katolickie siejące nienawiść zamiast miłości do bliźniego itd. Niby dlaczego w służbie zdrowia ma być inaczej? Kiedyś wmówiono Pacjentom, że wszystko im się należy w ramach ubezpieczenia i nikt nie ma odwagi powiedzieć, że to niemożliwe, że naszego, biednego Państwa na to nie stać. Pacjentem, czyli potencjalnym wyborcą jest każdy Polak. Przecież nie można ryzykować utraty ich głosów. Każda opcja polityczna zdobywając władzę, myśli co zrobić aby ją utrzymać jak najdłużej i wygrać następne wybory. A pracownicy służby zdrowia to tylko marny ułamek ogółu społeczeństwa. Prosta matematyka pokazuje o kogo należy zadbać przed kolejnymi wyborami. Z takim myśleniem pogodzić się nie mogę, dlatego uważam, że reformę służby zdrowia w Polsce należy rozpocząć od pacjentów. Spróbuję to udowodnić na przykładzie mojego ostatniego dyżuru w ramach całodobowej opieki lekarza POZ.
W trakcie pełnionego dyżuru od godziny 19 w piątek do godziny 8 rano w niedzielę udzieliłem 80 porad. Z jakimi schorzeniami zgłaszają się pacjenci na dyżur? Bardzo różnymi. Ból gardła, gorączka, ból brzucha, biegunka, kaszel, kolka nerkowa, nadciśnienie tętnicze, bóle w klatce piersiowej, uczulenia itd. Kilku pacjentów zgłosiło się w celu przepisania stale przyjmowanych leków. Jednemu pacjentowi odmówiłem udzielenia porady. Nagle sobie przypomniał, że potrzebuje pieczątkę lekarza do karty badań sportowca. Typowy, nagły przypadek medyczny. Przebój dyżuru? Był, a jakże. Jakaś pani zadzwoniła aby wezwać lekarza do stwierdzenia zgonu. Od słowa, do słowa, okazało się, że chory jeszcze żyje, ale według wzywającej znajduje się w agonii. Pielęgniarka poleciła natychmiast zadzwonić na pogotowie i wezwać zespół reanimacyjny. Po dwóch godzinach zgłosił się ktoś z rodziny po receptę na leki zlecone przez lekarza z pogotowia. Pacjent przeżył. Cóż, raz jeszcze okazało się, że edukacja zdrowotna naszego społeczeństwa jest zastraszająco niska.
Konstrukcja przepisów NFZ, dotyczących opieki lekarskiej na dyżurach jest bardzo ciekawa. Poniżej przytaczam fragmenty tychże przepisów.
Rozdział 10
Nocna i świąteczna opieka lekarska i pielęgniarska w POZ
§ 46
Nocna i świąteczna ambulatoryjna opieka lekarska i/lub pielęgniarska w POZ
1. Świadczeniami nocnej i świątecznej ambulatoryjnej opieki lekarskiej i/lub
pielęgniarskiej w POZ są świadczenia opieki zdrowotnej udzielane
w ambulatorium, odpowiednio przez lekarza lub pielęgniarkę w przypadku
nagłego zachorowania lub nagłego pogorszenia stanu zdrowia
świadczeniobiorcy, a także świadczenia udzielane w związku z potrzebą
zachowania ciągłości leczenia, pozostające w zakresie zadań
świadczeniodawcy POZ.
3. Świadczenia są udzielane od poniedziałku do piątku w godz. od 18.00 do 8.00
dnia następnego oraz w soboty, niedziele i inne dni ustawowo wolne od pracy
od godz. 8.00 do 8.00 dnia następnego.
4. W ramach nocnej i świątecznej ambulatoryjnej opieki lekarskiej i/ lub
pielęgniarskiej świadczeniodawca jest zobowiązany do:
1) zapewnienia świadczeniobiorcy niezbędnej pomocy medycznej;
2) zapewnienia świadczeniobiorcy ciągłości leczenia, w przypadkach
wymagających dalszego postępowania, poprzez wskazanie ośrodków
i miejsc, w których proces przywracania zdrowia może być kontynuowany;
3) orzekania i opiniowania o stanie zdrowia w uzasadnionych przypadkach.
5. Lekarz i/lub pielęgniarka udzielający/a świadczeń realizuje zadania wymienione
w ust. 4 w szczególności poprzez:
1) świadczenia zdrowotne lekarskie udzielane w warunkach ambulatoryjnych,
z wyłączeniem stanów bezpośredniego zagrożenia życia, a w szczególności:
utraty przytomności, upadków z wysokości, złamań, wypadków
komunikacyjnych, nagłych zaburzeń świadomości, urazów wypadkowych
powstałych w nagłych sytuacjach, nagłej duszności, porażenia prądem
elektrycznym, porodu oraz dolegliwości związanych z ciążą;
2) świadczenia udzielane przez pielęgniarkę w gabinecie zabiegowym lekarza
poz lub gabinecie pielęgniarki POZ zlecone podopiecznym przez lekarzy
ubezpieczenia zdrowotnego działających w ramach umów z Narodowym
Funduszem Zdrowia, wynikające z potrzeby zachowania ciągłości leczenia
i pielęgnacji.
6. W przypadku konieczności wezwania zespołu ratownictwa medycznego,
odpowiednio lekarz lub pielęgniarka pozostaje w miejscu udzielania świadczenia
do czasu przyjazdu zespołu. W tej sytuacji interwencja zespołu rozliczana jest
w ramach odrębnej umowy zawartej przez oddział wojewódzki Funduszu ze
świadczeniodawcą realizującym świadczenia w tym zakresie.
Ciekawe ilu pacjentów zna te przepisy? Oni są tylko przekonani, że wszystko w ramach dyżuru im się należy. NFZ skonstruował przepisy tak, że lekarze są z góry na przegranej pozycji. Przecież nawet przepisanie leku można potraktować jako zachowanie ciągłości leczenia. Około 80% pacjentów trafiających na dyżur absolutnie nie wymaga pomocy lekarskiej, tym bardziej natychmiastowej. Są oni jednak przyjmowani ze strachu przed karami nakładanymi przez NFZ. Bo dla NFZ pacjent ma zawsze rację i same prawa. Dlatego szlag mnie trafia, jak ponownie słyszę, że reformę służby zdrowia zaczyna się od praw pacjenta. A słyszał ktoś o prawach lekarza? A po co? Lekarz ma same obowiązki. A słyszał ktoś o obowiązkach pacjenta? A po co? Pacjent ma same prawa.
Drodzy Pacjenci, spróbowałby ktoś w Niemczech czy Anglii przyjść do lekarza o 3 nad ranem, z bólem gardła i temperaturą 37,2… Pomimo ubezpieczenia otrzymałby za to taki rachunek, że więcej tego by nie zrobił. Kolejny przykład - tzw. grypa żołądkowo-jelitowa. Właśnie sporo takich zachorowań notuje się w Anglii. I co robi angielska służba zdrowia? Pielęgniarka wysyła do wszystkich swoich pacjentów informację o sposobie leczenia i przeciwdziałania epidemii. Żaden pacjent nie zgłasza się do lekarza. Bo i po co? Aby zwiększać ryzyko epidemii? Pracodawcy zgłasza niezdolność do pracy i tyle. A w Polsce? Zupełnie inaczej. Poradnie POZ pełne pacjentów zarażających jeden drugiego. Lekarze ulegają presji pacjentów i bez sensu szastają antybiotykami. Ja to rozumiem, szkoda czasu na tłumaczenia i kłótnie z pacjentami. Mnóstwo pacjentów przychodzi po zwolnienie z pracy tzw. druk ZLA. A przecież wystarczyłoby czerpać wzorce i uczyć się od mądrzejszych. Ale to nie w Polsce. My musimy po raz kolejny odkrywać Amerykę, wstrzymać Słońce i poruszyć Księżyc. Nieważne, że Czesi, Słowacy i Węgrzy już dawno wyprzedzili nas w reformach służby zdrowia. My ciągle tkwimy w tym samym grajdole, zwanym NFZ.