Jak minął rok…
Już niedługo rok 2007 przejdzie do historii. Jaki to był rok dla Polski w polityce? Niewątpliwie szalenie ciekawy. Oj, będzie co wspominać po latach. Chociaż o niektórych wydarzeniach chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Przypomnę jakie to wydarzenia.
Taśmy Renaty Beger. Czy taki jest obraz Polskiego Sejmu? Kupczenie posłami, głosami, stanowiskami. Wszystko na sprzedaż, z każdym można się dogadać, każdego można kupić. I w to wszystko uwikłany jeden z głównych polityków PiSuaru, zaufany człowiek Kaczyńskich. Dla mnie to była ta kropla, która przelała czarę goryczy. Chcę wierzyć, że Sejm obecnej kadencji i wszystkie następne będą uczciwe.
Taśmy Ojca Rydzyka. Nie słucham Radia Maryja, wobec czego trudno było mi wcześniej krytykować jego szefa oraz prezentowane przez rozgłośnię poglądy. Ale po wypowiedzi Ojca Rydzyka na temat prezydenta i jego żony mam już wyrobione zdanie. Ksiądz, który powinien być wzorem dobroci, tolerancji i miłości do bliźniego okazał swoje prawdziwe oblicze. Nienawiść, brak tolerancji, brak szacunku i poszanowania drugiego człowieka, fałsz i obłuda. A gdzie wspaniałe wartości chrześcijańskie i respektowanie przykazań Bożych? Zapomniał czy też nigdy ich nie przestrzegał? To już mało istotne. Ksiądz też człowiek, a ludzie bywają różni. W każdym stadzie znajdzie się czarna owca. Błądzenie i grzeszenie jest ludzkie. Mam nadzieję, że Ojciec Rydzyk w końcu się z tego wyspowiada, odpokutuje za grzechy, przeprosi za niegodne księdza wypowiedzi oraz obieca poprawę i dotrzyma tejże obietnicy.
Wpadki pijanego Kwaśniewskiego. Żenada i tyle. Jak można na takim poziomie, jako były prezydent Polski schlać się i występować publicznie w Polsce i zagranicą. Skompromitował Polskę, siebie i swoją rodzinę. Historia chyba nie będzie w stanie mu tego wybaczyć. Mam nadzieję, że odszedł na zawsze w zapomnienie jako polityk.
Nieustannie kompromitująca się Nelly Rokita. Dla mnie dno polityczne, ale więcej nic nie napiszę, bo nie warto. Skończ waćpani, wstydu oszczędź.
Dwa, miłe mojemu sercu wydarzenia mijającego roku chcę pamiętać jak najdłużej. Pierwsze to debata przedwyborcza Tuska i Kaczyńskiego. Jak miło było widzieć tego przegrywającego bufona-Prezesa.
A najlepszym żartem politycznym roku była jego wypowiedź na konferencji prasowej – „jestem przekonany, że wygrałem tę debatę i to wyraźnie”. Myślałem, że pęknę ze śmiechu. Ma facet poczucie humoru, albo całkowity brak samokrytycyzmu. Pewnie to drugie ale śmiechu było co niemiara.
Drugim wydarzeniem w kolejności, ale jeszcze ważniejszym było zwycięstwo w wyborach Platformy Obywatelskiej. Chyba tylko wielcy i niepoprawni optymiści tego się spodziewali. Ale miłe niespodzianki także się zdarzają.
Oby nadchodzący rok sypnął nimi ze swego rogu obfitości. W końcu po tych wszystkich, ciężkich latach Polsce też coś się należy.