Święto radości czy żałoby narodowej?

Tym razem temat nie będzie związany z PiSuarem. Wybaczcie wierni czytelnicy ale postanowiłem odnieść się do czegoś innego. Temat dotyczy nas wszystkich. Z góry uprzedzam, że moje przemyślenia mogą przez wielu zostać uznane za kontrowersyjne. Ale one są moje i można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie powinno się przejść obok nich obojętnie. Przepraszam za ten przydługi wstęp i przechodzę do konkretów.
Mamy 11 listopada, Narodowe Święto Niepodległości, najważniejsze święto narodowe w Polsce. Nasze władze w przeddzień święta zdecydowały się zorganizować uroczystość związaną z uczczeniem pamięci bestialsko zamordowanych w czasie II wojny światowej, przez Rosjan polskich żołnierzy. Wszystkim zamordowanym żołnierzom nadano awans o jej stopień wojskowy, a ich nazwiska zostały publicznie odczytane na Placu Piłsudskiego. Chwalebne, ale termin według mnie wybrano źle. Moim zdaniem powinno się to odbyć w dniu 17 września (rozpoczęcie wojny z Polską przez Rosjan w 1939 roku) lub pierwszego listopada, w święto zmarłych. Dlaczego? Bo święto odzyskania niepodległości powinno być świętem radosnym, a nie żałobnym. Od epoki romantyzmu, kiedy Polska jako niepodległe państwo niestety nie istniała, naród polski ciągle “karmiony” jest bohaterami tragicznymi. Święto niepodległości w Polsce, w okresie międzywojennym organizowane było tylko dwukrotnie. Dopiero od roku 1989 obchodzone jest ponownie jako Narodowe Święto Niepodległości. Oczywiście daleko nam do tradycji takiego święta w Stanach Zjednoczonych ale różnice widać gołym okiem. Tam ludzie świętują radośnie, a u nas w ciszy, zadumie i smutku. Jak długo jeszcze w Polsce będzie obowiązywać schemat tragicznego bohatera narodowego i czczenie porażek narodowych? O ofiarach naród musi pamiętać i oddawać im należny hołd ale dla wzmocnienia patriotyzmu konieczne jest ukazywanie sukcesów i zwycięstw. Zbrodnia katyńska była tragedią. Dla tych żołnierzy jednak największą tragedią nie była sama śmierć, bo z nią, zostając żołnierzem trzeba się liczyć, ale to, że nie dane było zginąć im jak żołnierzom - w walce z przeciwnikiem. Oni sami czuliby się prawdziwymi bohaterami, gdyby pozwolono im walczyć z Rosjanami w 1939 roku i gdyby nawet w tej walce zginęli. Niestety, smutno mi to powiedzieć ale to ówczesne władze Polski przyczyniły się do ich niewoli i w dalszej konsekwencji, śmierci. Chwała więc Sikorskiemu i Andersowi, że zdołali uratować przynajmniej część polskich żołnierzy i obywateli tworząc nową armię i ewakuując ją z terenu Rosji. Wśród tych żołnierzy byli bohaterowie zwycięzcy. Ale czy ktoś wpadł na pomysł aby nakręcić film fabularny sławiący nasze zwycięstwo pod Monte Cassino? Nie, u nas składa się tylko hołd poległym, a gdzie hołd dla zwycięzców? Może warto byłoby pokusić się o film dotyczący zwycięstwa króla Sobieskiego pod Wiedniem, albo zwycięstwa nad Rosją w 1920 roku? To tylko przykłady wydarzeń chwalebnych i zwycięskich narodu polskiego. W życiu jak w sporcie liczy się zwycięstwo. Do klęsk, niepowodzeń i przegranych rzadko się wraca. Chyba tylko po to, by wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość i nie popełniać więcej tych samych błędów. Szukajmy więc wśród nas bohaterów zwycięskich, sławiących Polskę na całym świecie. Piszmy o nich książki, kręćmy filmy, bądźmy z nich dumni. Równocześnie pamiętajmy o bohaterach tragicznych, przegranych oddając im stosowną cześć.

Jeden komentarz to “Święto radości czy żałoby narodowej?”

  1. Elenoir:

    Jednak się z tobą nie zgodzę. Sposób świętowania dnia odzyskania niepodległości to kwestia mentalności społeczeństwa i tradycji, a tego nie da się zmienić odgórnie, uchwałą polityków. Zresztą większość Polaków (w tym ja) i tak 11 listopada nie obchodzi. Niewielka część, raczej osoby starsze, wywiesza flagi. I na tym koniec.
    Trudno porównywać nas z Amerykanami - inna droga do niepodległości, i, choć to prozaiczne, ale ważne - inna pora roku, kiedy to święto jest obchodzone. Jak tu być radosnym, kiedy już o 16 się ściemnia, jest zimno i sypie śnieg?:)

    Nie widzę też potrzeby przenoszenia na ekran zamierzchłych wydarzeń historycznych. Po co? Ku pokrzepieniu serc? Lepiej się skupić na teraźniejszości i przyszłości. Uważam, że czas na takie filmy będzie dopiero wtedy, gdy pod względem poziomu życia zbliżymy się do zachodniej Europy.

    Pozdrawiam:)

Skomentuj