Sawicka kontra Lipiec
CBA raz za razem daje PO-PiS. Zaczęło się od PO. Na pierwszy ogień poszła mało znana posłanka PO - Sawicka. Oczywiście zupełnie przypadkowo informacja o skorumpowanej posłance została podana, a cała akcja pokazana społeczeństwu w trakcie kampanii wyborczej. Ale, że był to niewypał oznajmił ostatnio nawet Kaczorek. W Polsce od dawna mówi się, że “tylko ryby nie biorą”. Takimi metodami, poprzez długotrwałe urabianie, namawianie, przekonywanie można skorumpować większość ludzi. Wystarczy tylko wcześniej wybrać odpowiednią ofiarę, spokojnie nad nią “pracować” i zaproponować odpowiednio wysoką kwotę. A nuż w końcu popełni błąd. Prawdopodobnie w ten sposób postąpiono z Sawicką. Metoda jest prawdziwie ohydna. Przecież znamy to z różnych filmów, w ten sposób pozyskuje się także agentów, współpracowników i donosicieli. Agenci CBA uczyli się tych metod pewnie z dokumentów znajdujących się w IPN, a dotyczących pozyskiwania tajnych współpracowników przez władze komunistyczne. Tyle tylko, że w tym wypadku wykorzystano to do próby osłabienia opozycyjnej partii. Całe szczęście, że większość wyborców zrozumiała w czym rzecz.
Jakże inaczej wygląda sprawa ministra Lipca. CBA już dawno wiedziało, że jest to człowiek skorumpowany. Ale po cóż było o tym fakcie informować i nagłaśniać w trakcie kampanii wyborczej. Przecież mogłoby to zaszkodzić PiSuarowi. Poczekano więc cierpliwie i kilka dni po wyborach aresztowano byłego ministra. Genialny minister Ziobro nie omieszkał dodać, że Lipiec znalazł się w Rządzie dzięki poparciu Marcinkiewicza. A jak… Przecież wiadomo, że wszystkiemu winna jest Platforma, a Marcinkiewicz ostatnio rozstał się z PiSuarem i poparł Platformę. Znowu podrzuciła biednemu PiSuarowi “kukułcze jajo”.
A czym różni się Lipiec od Sawickiej? Tym, że on już od dawna był człowiekiem nieuczciwym. Najpierw jako sportowiec szprycował się środkami dopingującymi, za co został zdyskwalifikowany. Jak można kogoś takiego zrobić ministrem sportu? Przecież to tak jakby kryminalistę mianować ministrem sprawiedliwości. Ale PiSuarowi to wcale nie przeszkadzało. Później sławna afera z imieninami pana ministra. I znowu zostało wybaczone. Następnie, zamiast z hukiem go wyrzucić z Rządu, pozwolono mu spokojnie podać się do dymisji. Oczywiście czas też wybrano nieprzypadkowo. Wszyscy pasjonowali się wówczas usunięciem Leppera z Rządu. A Sawicka? Cóż, okazała się zbyt słaba, zachłanna i podatna na korupcję. Na jej przykładzie widać jednak jak cienka linia dzieli korumpującego od skorumpowanego. Gdyby Sawicka w odpowiednim momencie przekazała informacje o próbie jej skorumpowania, byłaby bohaterem i wzorem uczciwości. Wówczas to jej kochanek, agent CBA zostałby oskarżony o próbę korupcji. Niestety, stało się inaczej.
P.S.
Tylko kto w Polsce wierzy jeszcze w apolityczność CBA?