Kaczor liże rany

Oj, biedny ten nasz premierek Kaczorek. Najpierw trzy rundy z Kwachem. W sumie ciężko wywalczony remis. Następnie informacja o chorobie Kwacha. Paraliżujący strach, a jeżeli on mnie zaraził…? Szybkie polecenie dla Sanepid-u nakazujące kontrolę czy to aby nie choroba zakaźna. Ulga, na szczęście ta choroba do zakaźnych się nie zalicza. Potem następna walka zakończona sromotnym laniem od Donalda. I serducho nie wytrzymało… Czas na kurację. Po takim mordobiciu bokserzy muszą się leczyć kilka miesięcy. Ależ pełne ręce roboty będzie teraz mieć jego wierna piguła SzczyPińSka i osobisty cyrulik Religa. A jak nie zdążą do wyborów? To znowu wszystkiemu winna będzie Platforma, Tusk, układ i postkomuniści.
A tak na marginesie - najważniejsze jest zdrowie psychiczne.

Skomentuj