Dorn i jego Saba

W ostatnich dniach ponownie sporo mówiło się na temat marszałka Dorna i jego wiernej suki Saby. Pamiętam taki stary dowcip o milicjancie - “Dlaczego patrole milicyjne składają się z milicjanta i psa? Co dwie głowy to nie jedna.” Coś mi się wydaje, że z tego samego powodu marszałek Dorn zabierał do pracy w Sejmie swoją Sabę. No cóż, jeżeli sam nie mógł sobie poradzić… Najważniejsze, że według PiSuaru był to właściwy człowiek na właściwym miejscu. A swoją drogą, jak to brzmi… królowa Saba i król Ludwik. Ależ para…Strach się bać.

Skomentuj